Kenijska stolica przygotowuje się na ulewy, które może przynieść najsilniejsze w historii pomiarów zjawisko El Niño. Do udrażniania koryt rzek i rozbiórki nielegalnych budek miasto skierowało „Zieloną Armię”, czyli program zatrudnienia obejmujący ponad 4 tysiące młodych ludzi.
Miasto rzek i prawie sześciu milionów mieszkańców
Nairobi leży wśród rzek i strumieni, a mieszka w nim blisko sześć milionów osób. Prognozy mówią, że tegoroczny „Super El Niño” osiągnie szczyt w listopadzie lub grudniu i potrwa do początku 2027 roku. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym jest nietypowo upalna pogoda w październiku, bo takie dni często zapowiadają wyjątkowo intensywną porę deszczową.
Obawy mają podstawy. W marcu w nagłych powodziach po ulewach zginęło w Nairobi ponad 100 osób. Mieszkańcy od tamtej pory domagają się od władz skuteczniejszych działań.
Co robi „Zielona Armia”
Na co dzień ci pracownicy sprzątają śmieci i zazieleniają miasto. Teraz czyszczą rowy odwadniające i brzegi rzek, a także burzą nielegalnie postawione obiekty, na przykład budki z jedzeniem. Takie konstrukcje powstają bez pozwoleń i podczas klęsk żywiołowych łatwiej się zawalają.
Alex Oyando, 30-letni uczestnik programu, poszerzał niedawno rów biegnący wzdłuż ruchliwej ulicy z kramami z odzieżą. Zalegają tam materiały, plastikowe butelki i inne odpady, a to one często powodują wylewy. – Najlepiej być przygotowanym – mówi Oyando. Zarobki są niższe niż gdzie indziej, ale praca nie jest zbyt wyczerpująca i daje mu utrzymanie. Sam mieszka w dzielnicy, w której po deszczu woda potrafi wlać się do domu.
Bramwell Simiyu, odpowiedzialny w hrabstwie Nairobi za zarządzanie kryzysowe, wskazuje na źródło problemu: infrastrukturę zaprojektowano dla nie więcej niż 2 milionów ludzi, tymczasem w ciągu dnia w mieście przebywa dziś blisko 7 milionów. Rząd Kenii przygotował plan wart 385 milionów dolarów. Do końca 2027 roku ma on objąć poszerzenie cieków wodnych, budowę tanich mieszkań oraz poprawę wywozu śmieci i kanalizacji. Wspiera też program zatrudnienia młodzieży Climate WorX, który współpracuje z „Zieloną Armią”. W najgorszym scenariuszu zagrożonych może być około 20 tysięcy gospodarstw domowych, głównie w ubogich dzielnicach, dlatego hrabstwo gromadzi zapasy i przygotowuje ośrodki ewakuacyjne.
Rozbiórki budzą sprzeciw
Burzenie kiosków wywołało protesty. Tobias Sifuna, nadzorujący zespoły w dzielnicy Kamukunji, uważa to za konieczne, bo budki postawiono bez zgody władz. Ale lokalne społeczności z nich żyją i na nich polegają przy codziennych zakupach.
Wycliffe Ochieng, 32-letni sprzedawca owoców, mówi, że wielu pracowników w centrum nie ma już gdzie kupić niedrogiego ciepłego obiadu. Podczas marcowej powodzi sam nie mógł dotrzeć do domu i spał pod gołym niebem. Woda zmiotła stragany, a znajoma, właścicielka jednego z nich, zginęła podczas ucieczki. On stracił swój mały sklepik i z trudem odbudowywał interes w nowej okolicy, gdzie nikt go nie znał. – Wszyscy się boimy – mówi. Obawia się, że kolejna powódź może go dobić.
Co to oznacza z perspektywy Polski
El Niño nie zagraża Polsce bezpośrednio, a jego wpływ na pogodę w Europie jest trudny do przewidzenia. Zjawisko ma jednak skutki globalne: wpływa na opady i susze w wielu regionach świata, a co za tym idzie na rolnictwo i ceny żywności. Warto o tym pamiętać, śledząc doniesienia o zbiorach i handlu surowcami.
Praktyczne znaczenie mogą mieć też plany podróży. Osoby wybierające się do Kenii w najbliższych miesiącach powinny sprawdzać komunikaty MSZ i lokalnych służb, bo ulewy mogą utrudniać poruszanie się po kraju. Historia Nairobi pokazuje przy okazji, że przy skrajnej pogodzie liczy się nie tylko sama pogoda, ale też stan infrastruktury i to, kto ponosi koszty prewencji.
Źródło: NPR – „A 'Green Army’ is out to thwart El Niño flooding”





